Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogadanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogadanki. Pokaż wszystkie posty

3.1.14

Gdzie jestem, gdy mnie nie ma?

Wybaczcie, że nie odwiedzam teraz Waszych blogów - na bloggerze bywam tylko z doskoku.
Jakiś czas temu zmieniłam kraj zamieszkania i - najkrócej mówiąc - staram się ogarnąć.
Mam nadzieję, że szybko uda mi się wrócić do normalnego trybu dodawania notek i komentowania Waszych :)
 
Tymczasem życzę Wam Cudownego Nowego Roku!

16.2.13

Kokos - jak to się je?

 Dawno nie było wpisu o owocach - dziwne, bo zdjęcia tego kokosa trzymam już od lata :)
Doczekał się :)

Czy wiecie, że spadające z drzew kokosy zabijają co najmniej kilku ludzi rocznie?

 Kokos to bardzo twardy orzech wypełniony wodą kokosową. Właśnie - wodą, a nie mleczkiem! Ludzie często mylą te pojęcia.
(Mleczko otrzymuje się przez moczenie wiórków kokosowych, a olej oczywiście przez wytłaczanie z miąższu).
Wybiera się go kierując się... chlupotem. Stary owoc będzie bardzo chlupotał, bo wody będzie w nim bardzo mało. Po potrząśnięciu musi być słychać wodę, ale musi być też słychać, że jest jej dość pełno.

  
 Żeby go otworzyć musicie znaleźć na jednym z jego końców takie 3 czarne dziurki - tu owoc jest najbardziej miękki. Należy w którąś z dziurek wbić korkociąg/ śrubokręt i przewiercić.
Następnie trzeba wylać wodę kokosową.

Woda kokosowa, to przejrzysty, mętny płyn.
Niestety nie mam zdjęcia...
Tomek pił, mi zapach przeszkadzał, więc nie dałam się skusić...

Być może nie wiecie, ale woda kokosowa ma skład bardzo podobny do składu osocza ludzkiej krwi. Wędrując przez całe drzewo z gleby do owocu, zostaje przefiltrowana, więc nie posiada zanieczyszczeń. W dawnych czasach używano kokosów, gdy żołnierze byli mocno ranni, a krwi brakowało. Oczywiście woda do transfuzji musi być sterylna czyli prosto z owocu.


Opróżniony z  płynu kokos należy owinąć ręcznikiem i rozbić młotkiem.


 Wydłubujemy z twardej brązowej skorupy, obieramy z lekko brązowej skórki i już.
Gotowy do spożycia.

A spożywać można na wiele sposobów - schrupać na surowo, pociąć na płatki, zetrzeć na wiórki.
Wiórki można ususzyć lub zamrozić.
Trze się dość ciężko, miąższ się przy tym kruszy - nie wiem czy warto skoro w sklepach jest tyle gotowców.

Ja moje zamroziłam, ale próżny trud - po powrocie z wakacji zastaliśmy odmrożoną lodówkę i wszystko (w tym kokos) się zmarnowało...


W smaku jest... chyba mniej intensywny niż wiórki kupne. Przynajmniej odniosłam takie wrażenie, bo część zdążyłam zużyć do kruszonki i niewiele było czuć.

Dobry do pochrupania na surowo, ale to dla prawdziwych amatorów. Tomkowi smakowało, bo on kokosy uwielbia, ale ja za kokosem na surowo kalesonów nie zgubię...

Znacie? Lubicie?
Wykorzystujecie w formie "świeżej"?


20.10.12

Gdzie jestem, gdy mnie nie ma?

Musicie wiedzieć, że utknęłam w Pl bez laptopa i bez aparatu, a pisać notkę na moim 10letnim komputerze domowym mało mi się uśmiecha.

Niemniej wczoraj piekłam ciasta na imieniny mamy, więc postaram się wrzucić jakiś przepis - o ile zdołam zrobić zdjęcia nim ciasta znikną i o ile komórkowy aparat mnie posłucha :)

Pozdrawiam :)

21.8.12

Marsylowe niespodzianki :)

Na miesiąc przed urlopem zaczęłam robić dłuuugą listę rzeczy, które muszę przywieźć z Polski.
Solidną jej część zajmowały przyprawy i dodatki kuchenne... Oczywiście większość jest w angielskich sklepach, ale dla mnie to jakieś oszukańce - np. majeranek jest totalnie przemielony i zupełnie bez zapachu... Przyprawy są też w lokalnym polskim sklepie, ale marża, którą sobie doliczają zabija... (Nie tylko na przyprawy - wyobrażacie sobie np. zapłacić 4.70 f za malutką puszkę masy krówkowej?)

Dlatego bardzo się ucieszyłam ze współpracy nawiązanej z firmą Marsyl.
Różnorodność i ilość produktów, które dostałam przerosła moje oczekiwania - większą część mojej listy mogłam po otwarciu paczki wykreślić :)

Do tego niezmiernie mnie cieszy podejście do klienta - adres wysłałam w sobotę, a we wtorek mama pisała, że dotarła do mnie jakaś paczka :)












Część już napoczęłam, a nawet zużyłam - zwłaszcza rzeczy "słodkościowe" wylądowały na moim urodzinowym torcie. To co ocalało wyląduje wkrótce na torcie Michałka :)

Co do Michałka - mam teraz mniej czasu, bo stał się mobilny (= dzień bez guza dniem straconym). Musze go stale obserwować, mieć oczy dookoła głowy i zawracać go z obranych tras (bo jego trasy zawsze kończą się tam gdzie są kanty, albo twarde powierzchnie - ostatnio wlazł pod stół, a później przytrzymując się krzesła pod tym stołem wstał. Nagminnie też próbuje dobrać się do wieży wchodząc pod stolik od telewizora... A nawet próbował się wcisnąć pod własne łóżeczko, gdzie z pewnością zmieściłby się mały kot, ale na pewno nie bardzo duży prawie roczniak...).
Ale postaram się wstawić tort urodzinowy w następnym poście... :)

17.8.12

Ktoś znów ma szansę :)

Ponieważ poprzednia osoba, która wygrała foremki nie zgłosiła się w przeciągu 3 dni - wybraliśmy z Misiem kolejną najładniejszą karteczkę :)

Bez zdjęć, bo baterie akurat "jadły", poza tym sama nie jestem w stanie upilnować całej miski kartek, gdy dorwie się do niej Michał i jeszcze do tego pstrykać zdjęć :)

Tym razem ulubioną karteczką Michałka został zielony, karbowany prostokąt :)
A na nim...
Maggie!!!

Nie ukrywam, że niezmiernie mnie to cieszy, bo jako jedyna pokusiła się o uzyskanie 3 szans w tym rozdaniu (stary obserwator + notka + najaktywiejszy komentator).


Czekam 3 dni na wiadomość z Twoim adresem :)


14.8.12

Lepiej późno niż wcale :)

Wróciliśmy, ogarnęliśmy się i mam wyniki!

Bez zbędnych wstępów i danych liczbowych powiem, że metodę zastosowaliśmy identyczną jak na moim drugim blogu - zdaliśmy się na wybór Michałka.
Ma już swoje gusta - pewne rzeczy lubi, a pewnych nie, więc pozwoliliśmy mu raz jeszcze wybrać najładniejszego kształtu i koloru karteczkę :)


Kolorowe karteczki z Waszymi nickami wrzucone do misy:
(Nawet się po boku załapała kartka z której je spisywałam...)

Michałek poproszony o pomoc w wyborze - zabrał się do tego nadzwyczaj chętnie :)

Małe rączki próbujące złapać najlepszą...

Wybrałem dwie, mamo, ale aż tak mi się nie podobają, więc zaraz obie wyrzucę za siebie...
(Nie moglam uznać żadnej - złapał i wyrzucił obie naraz)

Momentu z najładniejszą karteczką nie mam - zmierzała do buzi (jak każdy papier/tektura/karton, który wpadnie mu w rączki), więc zabraliśmy...
Ale jest szczęśliwy Michałek:

A jego ulubioną "kulinarną" karteczką jest fioletowa chmurka!

Na niej Dusia.

Gartuluję!

Po prawej masz mój adres email.
Czekam 3 dni na wiadomość z Twoim adresem :)

10.8.12

ws. rozdania

Z powodu tego, że pakując się w biegu nie zabrałam myszki, a bez myszki trafia mnie szlag i nawet nie zabieram się za zrzucenie czy obrobienie zdjęć, bo zajmuje mi to 5x więcej czasu (którego nie mam)

WYNIKI ROZDANIA

tak na jednym jak i na drugim moim blogu pojawią się po powrocie do UK.

Wyruszamy jutro, więc długo nie będziecie czekać (wiem, że miały być wcześniej, ale spróbujcie spędzić 2 tyg. w domu w którym nie było Was półtora roku i nie będzie kolejne 2 - nie wiadomo w co ręce włożyć).

Nagrody zostaną wysłane z PL przez moją mamę lub siostrę.
Trudno.
Inaczej to sobie zaplanowałam, ale bywa i tak.
Przeceniłam swoje możliwości organizacyjno-czasowe.

Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Pozdrowienia (jeszcze) z Polski :)

14.7.12

Serduszkowe rozdanie u Kempka

W ramach nagrodzenia moich dotychczasowych obserwatorów (i trochę przekupienia nowych) oraz z powodu tego, że prędzej niż później będę w Polsce i jest okazja mam dla Was prezent - silikonowe formy do muffinek w kształcie serduszek.



Nie otwierałam opakowania, żeby zrobić zdjęcie, bo sama nie chciałabym dostać "macanego", więc jakie zdjęcie jest każdy widzi.
Kto chce w takich piec ukochanemu (lub sobie) muffinki niech się zgłasza :)




Serduszkowe rozdanie u Kempka - zasady:
1. Wygrywa jedna osoba.
2. Rozdanie trwa od 14.07 - 31.07.2012.
3. Zwycięzce wylosuję za pośrednictwem strony do tego przeznaczonej lub (z braku internetu) przy pomocy dzieciątka :) Na wiadomość z danymi czekam 3 dni.
4. Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski (dla dotychczasowych obserwatorek emigrantek zrobię wyjątek).
5. Aby wziąć udział w rozdaniu trzeba być publicznym obserwatorem mojego bloga.
Przy czym:

DOTYCHCZASOWI OBSERWATORZY (16 osób) otrzymują 1 los.
Jeśli zechcą wspomnieć na swoim blogu o moim rozdaniu otrzymują dodatkowo 1 los.
Trzy osoby najczęściej komentujące - na ten moment: Maggie (14), tylkokasia (8) i MoodHomme (5) jeśli się zgłoszą dostają dodatkowy 1 los :)

NOWI OBSERWATORZY (czyli osoby, które dołączą po ukazaniu się tej notki) muszą napisać na swoim blogu o tym rozdaniu (zdjęcie + link) wtedy otrzymują 1 los.

6. Zgłoszenia przyjmuję w komentarzach pod tym postem.
Podajcie proszę nazwę pod jaką obserwujecie mój blog, swój adres email i link do notki o rozdaniu (jeśli jesteście nowi, lub chcecie dodatkowy los).

Uwaga!
Notka o rozdaniu "liczy się" tylko na blogach kulinarnych. (Względnie kosmetycznych, gdy ktoś wstawia tam czasem przepisy lub lifestylowych)
Zgłoszenia od osób prowadzących blogi konkursowe nie będą brane pod uwagę.

Powodzenia!

6.6.12

Granat, papaja, pomelo, ananas - jak to się je?

Swego czasu rozmawialiśmy z Tomkiem na temat "niecodziennych" rzeczy, które już jedliśmy, a których nie. Lubimy takie tematy :)
Stanęło na tym, że żadne z nas nie ma dużego doświadczenia w kwestii owoców egzotycznych. Postanowiliśm kupować co jakiś czas owoc, którego jeszcze nie znamy i próbować z czym i jak to się je.

Na pierwszy ogień poszedł:
 Granat.
Znamy soki z dodatkiem tego owocu, ale czy znamy sam granat?



Granat to spora kula, wielkości mniejszego melona. Żeby się dostać do środka trzeba go rozkroić, a później włożyć części do miski z wodą i czekać, aż kawałki skóry opadną na dno, a ziarna wypłyną. Ja to pominęłam, bo niezmiernie lubię się babrać w takich rzeczach, więc wydziobałam ziarenka sama.


Każde ziarenko ma miękką, soczystą, słodką otoczkę, za to środek jest twardy i cierpki.
Uznałabym granat za świetną alternatywę do przekąsek przedtelewizyjnych, bo przyjemnie go pochrupywać, ale przeszkadza mi dziwny posmak, który po nim zostaje w buzi... W małych dawkach jest w porządku :)


Papaja

Papaja ma gruszkowaty kształt, żółto-zieloną niegrubą skórkę i miękki miąższ.


Cała obróbka tego owocu, to obranie go i wydłubanie małych, kulistych czarnych ziarenek.
Jakoś nie wygląda zachęcająco, prawda?



W przypadku tego owocu - jak dla mnie - sprawdza się zasada, żeby nie jeść czegoś co nam się nie podoba wizualnie. Te czarne ziarna ze środka, były dość odpychające - przypominały mi jakieś obślizgłe robale, a fe...
Po pierwszym kęsie wiedziałam już, że go nie przełknę... Tomek był dzielniejszy - powiedział, że zje, ale po kilku kawałkach kazał mi to jednak zabrać...
Papaja jest mdła, jak dla mnie zupełnie niesmaczna - jakby się jadło zupełnie rozgotowany owoc ze starego kompotu. Mało tego - zostawia w buzi okropny posmak - tak sobie wyobrażam efekt pochłonięcia brudnej ścierki do naczyń.
Niewiele jest rzeczy których nie lubię/ nie jem, ale papaji już nie tknę.
Podobno "oryginalna" w ciepłych krajach jest całkiem zjadliwa, ale jakoś w to nie wierzę... ;]


Pomelo

Wielkoscią równy granatowi, owoc cytrusowy. Pachnie obłędnie, obiera się jak pomarańcza.


Ma bardzo grube ścianki pomiędzy cząstkami, więc nie zjadaliśmy w całości, a wybieraliśmy tylko miąższ ze środka.


To taki trochę grejfrut - różowy w środku. Na początku wydaje się, że jest słodki jak mandarynka, dopiero przy połykaniu pojawia się bardzo solidna gorycz.
Ogólnie smaczny - na pewno do niego wrócę, chociaż za grejfrtuami nie przepadam. To wyśrodkowanie między goryczą grejfruta, a słodyczą mandarynki mi odpowiada :)




Ananas

Ananasa znamy wszyscy... Głównie z puszki...
A szkoda.


Jak się do niego dobrać?
Odcinamy pióropusz i spód. Ostrym nożem ścinamy boki. Należy uważać, aby wyciąć wszelkie "igiełki" z boku - są bardzo ostre. Można wydrążyć zdrewniały środek, ale ja to omijam - kroję ananas na plastry, trzymam za środek i obgryzam dookoła.


Ananas z puszki nie umywa się do tego "na żywo". Zalany słodkim syropem traci na wartości, bo... sam z siebie jest niewiele mniej słodszy.
Już mnie nikt nie namówi na używanie puszkowanych ananasów - świeże, niepływające w ulepku są o niebo lepsze!


Jadacie owoce egzotyczne? Lubicie?

20.2.12

Początek

Dotąd efekty pichcenia wrzucałam na bloga kosmetycznego. Nadszedł "ten" czas i nie chcę tam dłużej robić bałaganu. Kosmetyki to kosmetyki, jedzenie to jedzenie.
W najbliższych dniach postaram się przenieść tamte posty "jedzeniowe" tu. Później zacznę dodawać nowe.
Aż wstyd się przyznać, że mam cały folder zdjęć robionych nawet i pół roku temu, których już nie wykorzystam, bo nawet nie pamiętam czego do poszczególnych dań użyłam.

Najkrócej o mnie: mieszkam z mężem i synkiem w UK. Gotowania dopiero się uczę. Rok temu umiałam robić wyłącznie naleśniki.
Baaardzo się staram robić postępy, ale gubi mnie to, że od garów stanowczo wolę blachy, mikser i nadmiar cukru :)