8.11.15

Domowy biały ser

Od pewnego czasu mamy dostęp do świeżego mleka ze wsi, a że nie wszystko da się wypić - czasem zabieram się za robienie kwaśnego mleka, masła (przy okazji otrzymując maślankę) czy sera białego (przy czym produkt uboczny - serwatka - nie znajduje u nas amatorów). Nie zawsze ten ser jemy od razu - czasem pozwalam mu zgliwieć i robię ser smażony.


Dziś przychodzę do Was z metoda na ser biały.
Nie jest to dokładny przepis, a właśnie metoda - efekt końcowy zależy od tego ile weźmiecie kwaśnego mleka. "Straty" są dość duże - ilość sera, którą widzicie na zdjęciach otrzymałam z 4 litrów mleka.


Domowy biały ser

Potrzebne narzędzia:
- duży garnek,
- durszlak,
- tetrowa pielucha (można kupić w marketach) lub bawełniana szmatka

Składniki:
- mleko ze wsi, oczywiście już skwaśniałe

Kwaśne mleko należy wlać do garnka i lekko podgrzać. Ma być letnie, nie gorące (bo ser wyjdzie suchy)! Pod wpływem temperatury zacznie się oddzielać serwatka od białej serowej masy.
Kiedy już się podgrzeje na durszlaku rozkładamy pieluchę i wylewamy na nią nasze mleko. Jeśli ktoś lubi serwatkę polecam podłożyć pod durszlak jakieś naczynie... ;)
Kiedy większość serwatki ścieknie warto związać końce pieluchy i powiesić ją gdzieś wyżej, żeby ser dokładnie obciekł.
Nie wyciskamy resztek serwatki łyżką (ja mam do tego skłonności, a ser wtedy wychodzi suchy i kruszy się przy próbie rozkrojenia)!
Swój na tym etapie solę - jeśli nie planuje z niego zrobić sera smażonego albo używać do słodkich naleśników.

Ot, cała filozofia.
Przechowujemy w lodówce. 



18.5.15

Crumble wg Gordona

Zazwyczaj robię najprostsze crumble - pokrojone owoce posypuję byle jak ukulaną kruszonką i zapiekam.
Jednak tym razem postawiłam na coś innego. Mam w domu książkę Gordona, którego baaardzo lubię, a jakoś nieczęsto próbuję jego przepisy... Ten był szybki, prosty i w miarę tani, więc doczekał się premiery. Właściwie nie całkiem, bo troszkę pozmieniałam w składnikach...ale wykonania trzymałam się jak trzeba ;)

Dla mnie to crumble jest za słodkie (choć i tak podałam proporcje i sama robiłam ze znacznie mniejszą ilością cukru!), ale wiem, że są ludzie, którzy lubią baaaardzo słodkie jedzenie.
Spróbujcie!


Crumble wg Gordona
(1 duże naczynie do zapiekania/ 6 sporych porcji)
Masa jabłkowa:
- 4 łyżki cukru,
- cynamon,
- 6 jabłek - 3 starte + 3 pokrojone w kostkę (ja nie obieram)
- 4 łyżki suszonej żurawiny,
- 50 ml soku jabłkowego

Kruszonka:
- 200 g mąki pszennej,
- 2 łyżki brązowego cukru,
- 100 g masła,
- 4 łyżki płatków owsianych

Najpierw przygotowujemy jabłka: cukier wrzucamy na patelnię i karmelizujemy. Ja po prostu - jak Gordon - rozsypuje go na patelni równą warstwą i podgrzewam na małym ogniu, aż zbrązowieje. Najpierw topi się środek, później stopniowo zajmują się boki. W tym czasie nie mieszamy!
Gdy już cukier się skarmelizuje dodajemy cynamon (duuuużą szczyptę) i starte jabłka. Mieszając smażymy przez około 2 minuty. Dodajemy pokrojone jabłka, żurawinę i sok.
Zdejmujemy z ognia.

Szybko robimy kruszonkę z podanych składników.

Jabłka wykładamy na dno naczynia żaroodpornego, posypujemy kruszonką.
Pieczemy około 15 min. - aż kruszonką się zezłoci, w temp. 200 st. C.




17.5.15

Moja wymarzona kuchnia

Nie było mnie długo, bo się przeprowadziłam.
Przeprowadzka poprzedzona była długim i żmudnym remontem... Jeszcze sporo przed nami, więc nie rozwijam tematu.
Między innym dorobiłam się nowych, totalnie wymarzonych mebli kuchennych!
Ponieważ jest to blog kulinarny... jakoś nie mogę się powstrzymać od podzielenia się taka radością! Sama uwielbiam takie posty u innych, bo lubię "zaglądać" i podpatrywać jak żyją :D
Są absolutnie funkcjonalne, dopasowane pode mnie i odtąd z pewnością będę tutaj publikować częściej! (Bo znów chce mi się, mam możliwość i komu gotować ;) )










Nie pytam, czy Wam się podoba, bo wcale nie musi.
Dla mnie jest idealna i marzyłam o niej od lat!

Prosta babka kakaowa + jak uratować zwarzone ciasto ucierane?

(Post pisałam po Świętach, więc nie mam pojęcia czemu dopiero teraz go publikuje)

Najpierw porada.
Jak wspominałam na swoim profilu na fb - zawsze, ale to zawsze warzy mi się masa na ciasta ucierane. Próbowałam już pierdyliard razy, ale rezultat zawsze był ten sam, a z piekarnika wyciągałam przykładny zakalec.
Przeszukałam google i spośród kilku porad sprawdziła się jedna.
Co zrobić, gdy zwarzy się ciasto?
Miskę ze zwarzoną masą położyć na garnek z wrzątkiem (czyli po prostu zafundować jaj kąpiel wodną) i delikatnie mikserem ubijać na parze, póki masa nie stanie się jednolita.
Działa!
Rezultat poniżej.


Nie wiem co mnie naszło na babkę. Mama zleciła mi upieczenie dwóch innych i ta trzecia naprawdę nie była konieczna...zwłaszcza biorąc pod uwagę moje słynne babkowe zakalce...
Może to ten Zajączkowy nastrój, albo nowa forma z kominkiem?


Jest smaczna, mocno kakaowa, nie za sucha.
Łatwo zmieścić kawałek, nawet przy poświątecznym przesycie sernikami i ciastami z kremem.
Taka babka to aż miła odmiana od przesadnie słodkich i zamulających ciast.


Babka kakaowa
(1 szt., forma z kominkiem)
- 1 szkl. mąki pszennej (ok.170g)
- 100g masła,
- 150g cukru pudru,
- 3 jajka,
- 125 ml mleka,
- 5 łyżek kakao,
- łyżeczka proszku do pieczenia

Mąkę przesiać z proszkiem i kakao.
Masło utrzeć z cukrem pudrem. Stopniowo dodawać po jednym jajku - wciąż ucierając. Partiami wsypywać mąkę.
Wlać mleko, wymieszać.
Masę przełożyć do formy z kominkiem - najlepiej wysmarowanej masłem i posypanej bułką.
Piec 45 min. w 180 st. C.

Po upieczeniu można ją polać roztopiona czekoladą, ale - o ile mnie znacie - wiecie, że nie robię takich rzeczy ;)

1.3.15

Piernik staropolski (dojrzewający) przekładany czekodżemem i powidłami śliwkowymi

Podobno ludzie dzielą się na takich, którzy jedzą pierniki tylko na Gwiazdkę i takich, którzy przez cały rok nie szukają powodów by po pierniczka sięgnąć.
Ja należę do tej drugiej kategorii, uwielbiam zapach piernika, namiętnie palę woski zapachowe z korzennymi nutami, a z plastrów piernika mogłabym sobie robić kanapki.



Na piernik staropolski czaiłam się odkąd jako tako nauczyłam się posługiwać mikserem.
Jednak zawsze zapominałam o zrobieniu go na czas, a do tego ten miesiąc czekania...
W końcu znalazłam przepis w książce "Polskie tradycje świąteczne" i postanowiłam porzucić wymówki.
Nie trafiłam dokładnie w Gwiazdkę (i dobrze, bo i tak było 6 innych ciast), a dzięki temu zjedliśmy go z prawdziwą przyjemnością (i o wiele za szybko! Następnym razem schowam go pod poduszką i nie podzielę się z nikim! :D)


Jego smak to...poezja. Przez długie leżakowanie robi się mięciutki i wprost rozpływa w ustach.
Nadzienie z czekodżemu i powideł sprawia, że nie jest suchy, a całość najbardziej przypomina mi smak nadziewanych pierników z dzieciństwa w kształcie serca (na torebce był miś, pamiętacie?).
Obłęd.
Kto nie spróbuje, ten ciapa.



Oczywiście przepis zmieniłam, tak samo jak nadzienie. W oryginale jedna z mas była śliwkowa, a druga orzechowa i pierwotnie takie planowałam zrobić... Jednak po świątecznym obżarstwie uznałam to za zbyt duże folgowanie.
Moje masy są prostsze, tańsze, szybsze.


Piernik staropolski przekładany czekodżemem i powidłami
(standardowa prostokątna blacha, ciasto bardzo wysokie)

Piernik:
- 250 g masła,
- 500g miodu,
- 1 szkl. cukru,
- 1 kg mąki,
- 3 jajka,
- 3 łyżeczki sody oczyszczonej (15 g),
- pół szkl. zimnego mleka (125 ml),
- szczypta soli,
- 4 łyżki dobrej przyprawy do piernika (60g),
- szklanka bakalii (rodzynki, orzechy, kandyzowane owoce)

Rozgrzać miód, cukier, masło i stale mieszając zagotować.
Wystudzić.
W mleku rozpuścić sodę.
Do masy miodowej, stopniowo i stale mieszając, dodawać mąkę, po 1 jajku, wlać sodę z mlekiem, wsypać przyprawy.
Dokładnie wymieszać.
Dodać bakalie.
Ponownie wymieszać.
Ciasto może być dość rzadkie, ale w lodówce mocno zgęstnieje.
Umieścić w szklanej lub emaliowanej misce, przykryć ściereczką lub folią aluminiową (w przypadku folii należy ją nakłuć, żeby ciasto "oddychało"), pozostawić na dolnej półce w lodówce na 4 tygodnie (lub więcej).

Po tym czasie ciasto podzielić na 3 części.
3 prostokątne blachy wyłożyć papierem do pieczenia i rozwałkować na nie ciasto (ja jak zwykle odrywałam kawałki i wylepiałam nimi blachę - nie mam cierpliwości do wałkowania i przenoszenia takich płatów z blatu na blachę).
Piec (każdy oddzielnie) około 15-20 min. w temp. 170-180 st. Ciasto podczas pieczenia bardzo rośnie.

Gdy wystygną wszystkie blaty (wciąż na papierze do pieczenia) owinąć w bawełniany ręczniczek/ ściereczkę i odstawić w chłodne miejsce na 3-4 dni (u mnie stały ponad tydzień).
W tym czasie zmiękną.



Do przełożenia I (czekodżem):
- słoik dżemu wiśniowego,
- tabliczka gorzkiej czekolady (100g)

Czekoladę połamać na kawałki, rozpuścić w kąpieli wodnej.
Jeszcze gorącą wymieszać z dżemem.

Posmarować jeden blat piernika, przycisnąć drugim.


Do przełożenia II:
- słoik dobrych powideł śliwkowych,

Posmarować drugi blat piernika i przycisnąć trzecim.


Polewa:
- tabliczka gorzkiej czekolady (100g)
- kilka łyżek mleka

Czekoladę połamać, rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać mleko (tak, żeby całość miała konsystencje polewy)
Gorącym posmarować wierzch ciasta

Przechowywać w lodówce (albo bardzo szybko zjeść - piernik wprawdzie może leżeć miesiącami, ale dżemy szybko pleśnieją)



24.2.15

Banoffee pie

Nie wiem kto wymyślił banoffee pie, ani czy jest jeszcze ktoś, kto go nie zna - swego czasu był popularny na kulinarnych blogach.

Ten przepis znalazłam jeszcze w ciąży, w jednej z gazetek dla przyszłych mam - jako reklamę firmy produkującej kajmak.
Zapisałam i troszkę czekał na swoją kolej, ale jak już zrobiłam raz, to co jakiś czas cichutko mnie woła :D


To zaledwie 6 składników, na zrobienie całości potrzeba około 20 minut, bez pieczenia, bez brudzenia 15 misek i trzepaczek.
Czy może być coś prostszego na małe bardzo słodkie co nieco albo szybszego, gdy goście właśnie zadzwonili, że będą za chwilę (swoją drogą: nie znoszę niezapowiedzianych gości xD)?


Ostrzegam: uzależnia!
Po małym kawałku jest się zasłodzonym na amen, ale łyżeczka sama się wyciąga, żeby skubnąć jeszcze odrobinę!



Banoffe pie
(na jedną blaszkę do tarty - wyjdzie płaskacz, albo tortownice - wyjdzie nieco wyższe)

- 4 banany,
- 300 ml śmietany kremówki,
- 250g ciastek digestive (używam owsianych z Biedronki),
- puszka kajmaku (masy krówkowej),
- 100 g roztopionego masła,
- 1/3 tabliczki mocno gorzkiej czekolady

Ciastka wsypać do woreczka i ubić wałkiem na okruszki (ewentualnie użyć miski i drewnianej pałki albo porządnego rozdrabniacza). Wymieszać z roztopionym masłem, wykleić dno formy. Można też wykleić trochę boki formy (na około 2 cm w gorę) ale to wymaga większej cierpliwości.
Chłodzić około 10 - 15 min.
Na spód wyłożyć kajmak (kupuję w Biedronce czekoladowy - daje fajny posmak).
Banany obrać, pokroić w plasterki i przykryć kajmak (im dokładniej tym lepiej - zauważyłam, że jeśli warstwa śmietany styka się z masa krówkową, to bardzo szybko zaczyna podchodzić wodą).
Śmietanę ubić i wyłożyć na banany (niektórzy słodzą śmietanę, ale nie róbcie tego - tarta i bez tego jest potwornym ulepkiem).
Czekoladę zetrzeć i posypać nią bitą śmietanę.
Przechowywać w lodówce (póki ktoś nie odkryje, że tam jest, bo wtedy nie przetrwa)


2.11.14

Zwijańce z ciasta francuskiego z makiem

Czasem chce się czegoś słodkiego, czegoś bardzo na szybko - to jedna z propozycji, które zajmują niezwykle mało czasu.


Kiedyś zrobiłam zapas ciasta francuskiego, a moja mama ma z kolei zapas maku na najbliższe 5 lat, więc można korzystać do woli!


Nie bez skruchy powiem, że ten talerz został opędzlowany na jedno posiedzenie.
Po prostu uwielbiamy mak, a makowiec jest zbyt czasochłonny, żeby go piec na zachciankę... Te zwijańce rozwiązują ten problem :)


Zwijańce z makiem
(ok. 20-25 szt.)
- 2 płaty ciasta francuskiego (po około 300g), z lodówki, nie zamrażalnika...
- puszka masy makowej

W zasadzie nie trzeba korzystać z masy makowej - można zrobić mak po swojemu. W tym celu mak parzymy mlekiem, mielimy (u mnie w tej kolejności, bo miele blenderem), słodzimy (najlepiej miodem) i dodajemy ogrom bakalii.

Jeden płat ciasta francuskiego rozwijamy (pozostawiamy papier na spodzie, będzie nam łatwiej kroić).
Nakładamy około centymetrową warstwę masy makowej (jeśli nałożymy grubiej, to będzie się trudno zwijało).
Mak przykrywamy drugim rozwiniętym płatem ciasta francuskiego, lekko dociskamy.
I tu zaczyna się zabawa:
Tak przygotowane ciasto kroimy na paski nie węższe niż centymetr i zwijamy jak spiralkę. Ja każdy pasek z osobna delikatnie podważałam nożem, żeby odkleił się od papieru, ale nie podnosiłam go, tylko zwijałam z jednego końca - w ten sposób miałam już uformowaną spiralkę, którą musiałam tylko przenieść na blachę.
Należy je układać na blasze niezbyt ściśle, bo trochę rosną.
Piec zgodnie z instrukcją z opakowania ciasta francuskiego - zazwyczaj podają 200-220 st. C. Ja swoje piekłam około 15 min. w 200 st.



12.10.14

Makaron z serem

Makaron z serem kojarzył mi się tylko w jeden sposób - resztki makaronu z obiadu, posypane białym serem i cukrem.
Tymczasem makaron z serem istnieje też w wersji amerykańskiej - zapiekany z sosem beszamelowym, posypany serem żółtym. I taki Wam dziś przedstawiam.


Akurat sos beszamelowy traktowałam zawsze po macoszemu - uważam go za typową "zapchajdziurę" nie wnoszącą nic poza dodatkowym tłuszczem i węglami...
Ale w tym daniu jest niezbędny i bez niego zwyczajnie się nie uda.

No cóż... Ten obiad zajmuje 20 min. i jest przepyszny! Można mu nawet wybaczyć konieczność użycia beszamelu :)


Makaron z serem
(4-5 porcji)
- opakowanie drobnego makaronu (świderki, kolanka, łezki) - około 400g,
- 2 łyżki masła,
- 2 łyżki mąki pszennej,
- 250 ml mleka (+ około pół szkl. na zapas),
- zioła prowansalskie,
- sól, pieprz,
- około 200-300 g żółtego sera (najlepiej o wyrazistym smaku)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie.

Masło roztapiamy na patelni, gdy zacznie skwierczeć dodajemy mąkę i mieszamy robiąc zasmażkę. Wciąż szybko mieszając wlewamy mleko (cienkim strumieniem). Gdyby sos był zbyt gęsty trzeba po prostu dodać więcej mleka - trudno mi podać dokładne proporcje, bo zawsze robię go na oko... Doprawiamy do smaku solą, pieprzem, ziołami (inaczej sos, a przez niego całe danie będą potwornie mdłe).

Ser ścieramy na tarce o dużych oczkach.

Duże naczynie żaroodporne smarujemy masłem.
Makaron odcedzamy i gorący wsypujemy do naczynia. Zalewamy sosem, mieszamy, żeby cały makaron równo się nim pokrył.
Grubo posypujemy serem.
Zapiekamy około 15 min. w temp. 180 st. C (ser musi się roztopić)

Podajemy na ciepło.



29.9.14

Pierogi z rybą

Przepis na pierogi z rybą, gdy zobaczyłam go w gazecie, zdziwił mnie na tyle, że wycięłam go i zachowałam, bo "może mnie kiedyś najdzie i zrobię".
Zrobiłam, bo próbowanie mam w zwyczaju i... teraz ja zadziwiam innych mówiąc, że lubię pierogi z rybą.


Dziś nie pamiętam już z jakiej to gazety, a i samego wycinka już nie mam - przepis ocalał wklepany niedbałym pismem w zeszyt.
Bardzo je polecam wielbicielom nowych smaków!


Przewidywałam problem z ciastem, bo proporcje nie są tu podane wagowo, a na łyżki. Są różne łyżki - niektóre niewiele większe od łyżeczki, a niektóre głębokie jak studnie. Ostatecznie do odmierzania wzięłam najbardziej pospolitą i przeciętną - nie przesadzoną w żadną stronę i musiałam dokonać dobrego wyboru, bo to najlepsze ciasto na pierogi jakie znam! Szybko się zagniata, dobrze wałkuje i łatwo skleja, a po ugotowaniu jest bardzo miękkie.
Farsz to połączenie kremowego serka i wędzonej makreli, od siebie dorzuciłam koperek (wg mnie szalenie niedoceniany w zalewie "światowej" bazylii czy oregano) - dla mnie bardzo na tak.


Pierogi z rybą
(dwie porcje)
Ciasto:
- 10 łyżek mąki pszennej,
- 100 ml ciepłej wody,
- duża szczypta soli

Farsz:
- pół średniej makreli - obranej ze skóry i ości,
- 2 łyżki kremowego serka,
- łyżka koperku,
- szczypta soli, trochę pieprzu do smaku

Z podanych składników zagnieść ciasto na pierogi. Nie jest to typowe ciasto zaparzane, więc woda ma być ciepła, ale nie gorąca.

Makrelę rozgnieść widelcem, wymieszać z serkiem i koperkiem, przyprawić do smaku.

Ciasto cienko rozwałkować, wykrawać (u nas zazwyczaj robi się to szklanką, ale ja ostatnio - z lenistwa i w ramach zmniejszania ilości skrawków - kroje je nożem na prostokąty).
Na środek każdego kółka/prostokąta z ciasta nakładać farsz, porządnie zlepić brzegi.

Wrzucać na osolony wrzątek i gotować około 5-6 min. od momentu wypłynięcia.

Gotowe!

Ja pierogów nie okraszam, bo uważam to za bardzo, bardzo zbędny tłuszcz, ale jeśli ktoś lubi, może  i nie potrafi się obejść, to można na oleju podsmażyć pokrojoną w kostkę cebulę i polać tym pierogi po ugotowaniu.
(Np. w moim domu rodzinnym pierogów bez okrasy nikt by nie tknął. Moja mama twierdzi, że z tłuszczem "lepiej wchodzą". Moim zdaniem jedzenie powinno być na tyle smaczne, żeby wchodziło samo, a nie żeby trzeba je było popychać olejem. Taki mój mały bzik.)


12.9.14

Kanapeczki z czosnkową pastą z żółtego sera

Długo tu nie pisałam, choć staram się regularnie zaglądać i odkurzać pajęczyny... Nie gotuje teraz dużo, a nawet jeśli - nie mam warunków na focenie. Mam szczerą nadzieję, że to się zmieni, gdy przeprowadzę się do własnego domu, ale na to muszę jeszcze kilka tygodni poczekać.

Przepis na te kanapeczki wpadł mi w oczy, gdy szukałam przekąsek na przyjęcie weselne.
Robiliśmy małe przyjęcie w domu, a że sama na nie gotowałam, to wszystko musiało być szybkie i łatwe do przygotowania wcześniej, najlepiej poprzedniego dnia... ;)



Znalazłam je na tym blogu i nic nie zmieniałam.
Musicie mi wybaczyć jakość zdjęć, ale wcale tamtego dnia nie pamiętałam o fotografowaniu jedzenia na bloga... Te pochodzą z "musztardy po obiedzie", czyli kolacji dnia następnego.

Muszę przyznać, że z całego weselnego menu do nich najchętniej będę wracała. Wprawdzie dojadaliśmy je jeszcze parę dni po ślubie, ale z pewnością nie przez brak ich walorów smakowych (po prostu zrobiłam wszystkiego za dużo - no błagam Was: 8 blach ciast na 8 osób, Gdy już każdemu wcisnęłam po n-tym kawałku, to mieli dość do następnego ranka)

Kanapeczki są przepyszne - wyrazisty pumpernikiel, mocno czosnkowa pasta i orzech włoski tylko dodający smaczku.



Kanapeczki z czosnkową pastą z żółtego sera
(porcja wypełni 2 duże talerze do przekąsek)
- pumpernikiel, lub inny zwarty, ciemny chleb - ja użyłam wieloziarnistego chleba z Biedronki (taki krojony, pakowany w folie. U mnie w domu nie ma fanów, ja wręcz przepadam - może przez to, że podobny kupowałam zawsze w Anglii),
- 250 - 300 g żółtego sera (jestem wierna tym o ostrym smaku),
-  4-5 ząbków czosnku,
- 1-2 łyżki majonezu,
- orzechy włoskie do dekoracji

Chleb kroimy na małe prostokąty.
Ser żółty trzemy na tarce o najmniejszych oczkach.
Czosnek obieramy, przeciskamy przez praskę.
Ser żółty mieszamy z czosnkiem i majonezem. Ja już nie doprawiam, ale to zależy od Waszych upodobań i od ostrości sera.
Na chleb nakładamy porcje pasty serowej, ozdabiamy połówkami orzechów.

Najlepsze po jednym dniu, gdy smaki zdążą się przegryźć.
Proponuję godzinę przed podaniem wyjąć z lodówki - najbardziej smakują w temperaturze pokojowej.



22.5.14

Ser smażony - w stylu czeskim

Z wszystkich rzeczy niezdrowych najsolenniej (i w sumie bez pokus) unikam tłuszczu. Cukrowi trudniej odmówić, ale tłuszcz...no cóż... Boli po nim brzuch i wychodzą pryszcze - nic ciekawego ;)
Odmawiam jedzenia obiadów gotowanych przez moją mamę, bo aż mnie ściska, gdy widzę ile masła topi do ziemniaków i ile oleju leje, żeby usmażyć kotlet. Nie twierdzę, że to nie jest dobre - wręcz przeciwnie (jak na złość!), ale po co sobie robić pod górkę?
No ale są takie dni i takie przepisy, których nie da się zrobić mniej tłusto... Tak było, gdy zobaczyłam przepis na ser smażony po czesku - wiedziałam, że w końcu go zrobię. Chociaż zabranie się za to zajęło mi dwa miesiące ;)
 
 

Czesi jedzą ten ser z kuleczkami z ziemniaków i surówką. Ja jestem ostatnio mocno rozczarowana jakością ziemniaków, więc odpuściłam lepienie kuleczek.
 
Uwaga! To jest naprawdę BARDZO tłuste jedzenie. Nie w ten sposób co golonka, ale i tak dietetycznym go nazwać nie można.
Dwa plastry to aż nadto na jedną osobę.
 
Jest też piekielnie dobre - rozpuszczony ser w chrupiącej panierce. To nawet lepiej niż schabowy.


Ser smażony
(1 porcja)
- 2 grube plastry żółtego sera (ok.1 cm grubości)
- jajko,
- bułka tarta
 
Najbardziej nada się ostry ser, bo nie da się go przyprawić, a nie chcemy jeść bezsmakowego glutka.
Jajko roztrzepać, maczać w nim plastry sera (bardzo uważnie, pamiętając o bokach!), następnie obtaczać w bułce tartej. Panierka musi być podwójna, więc czynność powtórzyć.
Tam gdzie będą braki w panierce roztapiający się ser wypłynie (jak u mnie).
Na patelni rozgrzać dwie łyżki oleju, smażyć plastry z obu stron na złoto.
Najlepiej smażyć na małym ogniu - inaczej panierka się zrumieni zanim ser w środku się rozpuści.
Do przewracania najporęczniej używać silikonowej łopatki.
Podawać od razu - zimny traci na uroku.



15.4.14

Szarlotka

Szarlotki z pewnością nie umieściłabym na liście swoich ulubionych ciast... Kiedy myślę "ciasto" od razu widzę sernik, makowiec, albo marchwiak...
Ale jak już upiekę szarlotkę... to znika zanim zdąży wystygnąć. I nie jest mą chlubą, że stoję nad nią z łyżką i stale podjadam :D
 

Dobra szarlotka nie jest zła, a ta jest jedną z najprostszych.
Smakuje wybornie.
Musicie wybaczyć brak lepszych zdjęć, ale nie doczekała następnego dnia i sesji ;)


Co tu dużo zachęcać - kruche ciasto, prażone jabłka i kruszonka.
Następnym razem chyba dam więcej jabłek, bo lubię jak jest ich sporo... Myślę, że tak z 1,5 kg... Ale nie wiem czy wtedy całość będzie się trzymać, więc na razie podaje przepis tak jak ja piekłam...


Szarlotka
(standardowa prostokątna blacha)
Ciasto:
- 500g mąki pszennej (ciut ponad 3 szkl.),
- ok. 70g cukru (1/3 szkl.),
-kostka masła (250g),
- 2 żółtka,
- 1/2 opakowania cukru waniliowego,
- łyżeczka proszku do pieczenia
 
Nadzienie:
-1 kg jabłek,
- ok. 70g cukru (1/3 szkl.),
- łyżka cynamonu,
- 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
 
+ 2 białka
 
Kruszonka:
- 60g masła,
- 60g cukru,
- 125g mąki pszennej
 
 
Zagnieść cukier z masłem i cukrem waniliowym, dodać żółtka. Mąkę z proszkiem przesiać, dodać do reszty i zagnieść szybko ciasto.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, wyłożyć nią ciasto i podpiec 7-8 min. w temp. 200st. C.
 
Nadzienie:
Jabłka umyć, pokroić w kawałki (ja nie obieram), włożyć do garnka, podlać odrobiną wody i prażyć z cukrem i cynamonem.
Gdy już się rozpadną dodać mąkę ziemniaczaną, wymieszać.
 
Składniki na kruszonkę połączyć.
 
Ubić sztywną pianę z białek (ja już nie dodaję cukru, ciasto jest wystarczająco słodkie)
 
Na podpieczony spód wyłożyć nadzienie jabłkowe, następnie pianę z białek, posypać kruszonką i piec 30 min. w temp. 200st. C.




10.4.14

Ciasteczka bostońskie - jak u Ani z Zielonego Wzgórza

Dziś nie mam pojęcia jak nazywała się książka z której wzięłam ten przepis, ani kto był jej autorem... Coś w stylu "Przepisy z Zielonego Wzgórza" - w każdym razie tytuł skutecznie mnie przyciągnął.
Przepis i tak zmodyfikowałam pod siebie i ilość dostępnych składników.
Wyszło cudownie.
 
 


Nie wyglądają jak na zdjęciu reklamowym, ale smakują obłędnie. Co więcej - jedno spokojnie wystarczy w ramach drugiego śniadania lub podwieczorku.
Orzechy, które są w cieście nadają im niezwykły smak, a rodzynki - dodatkowa słodycz.
Ciastka są miękkie przez pierwsze 3 dni - później stopniowo zaczyna się im robić twarda skorupka (choć wciąż maja miękki środek). Polecam zjeść je w ciągu 3-4 dni od upieczenia.

 
Ciasteczka bostońskie
(30 dużych szt.)
- 1 kostka masła (250g),
- 1 szkl. brązowego cukru,
- 3 jajka,
- 1 łyżeczka sody,
- 1 i 1/2 łyżki wrzątku,
- 3 szkl. mąki pszennej,
- szczypta soli,
- 1 łyżka cynamonu,
- 1 i 1/4 szkl. mielonych orzechów włoskich,
- 1 szkl. rodzynek,
- 4 łyżki kwaśniej śmietany
 
Jajka roztrzepać.
Sodę rozpuścić we wrzątku.
Połowę przesianej mąki zmieszać z solą i cynamonem, a drugą połowę z orzechami i rodzynkami.
Masło utrzeć, stopniowo dodawać cukier, a potem jajka. Dodać rozpuszczoną sodę, następnie mąkę z cynamonem i na końcu porcjami mąkę z bakaliami.
Moje ciasto w tym momencie było za suche, więc od siebie dorzuciłam 4 łyżki śmietany (co zawarłam w składnikach).
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, kłaść ciasto łyżką na blachę, zostawiając duże odstępy, bo ciastka rosną.
Piec ok. 12-14 min. w temp. 180 st. C - aż się zezłocą.