Dawno nie było wpisu o owocach - dziwne, bo zdjęcia tego kokosa trzymam już od lata :)
Doczekał się :)
Czy wiecie, że spadające z drzew kokosy zabijają co najmniej kilku ludzi rocznie?
Kokos to bardzo twardy orzech wypełniony wodą kokosową. Właśnie - wodą, a nie mleczkiem! Ludzie często mylą te pojęcia.
(Mleczko otrzymuje się przez moczenie wiórków kokosowych, a olej oczywiście przez wytłaczanie z miąższu).
Wybiera się go kierując się... chlupotem. Stary owoc będzie bardzo chlupotał, bo wody będzie w nim bardzo mało. Po potrząśnięciu musi być słychać wodę, ale musi być też słychać, że jest jej dość pełno.
Żeby go otworzyć musicie znaleźć na jednym z jego końców takie 3 czarne dziurki - tu owoc jest najbardziej miękki. Należy w którąś z dziurek wbić korkociąg/ śrubokręt i przewiercić.
Następnie trzeba wylać wodę kokosową.
Woda kokosowa, to przejrzysty, mętny płyn.
Niestety nie mam zdjęcia...
Tomek pił, mi zapach przeszkadzał, więc nie dałam się skusić...
Być może nie wiecie, ale woda kokosowa ma skład bardzo podobny do składu osocza ludzkiej krwi. Wędrując przez całe drzewo z gleby do owocu, zostaje przefiltrowana, więc nie posiada zanieczyszczeń. W dawnych czasach używano kokosów, gdy żołnierze byli mocno ranni, a krwi brakowało. Oczywiście woda do transfuzji musi być sterylna czyli prosto z owocu.
Opróżniony z płynu kokos należy owinąć ręcznikiem i rozbić młotkiem.
Wydłubujemy z twardej brązowej skorupy, obieramy z lekko brązowej skórki i już.
Gotowy do spożycia.
A spożywać można na wiele sposobów - schrupać na surowo, pociąć na płatki, zetrzeć na wiórki.
Wiórki można ususzyć lub zamrozić.
Trze się dość ciężko, miąższ się przy tym kruszy - nie wiem czy warto skoro w sklepach jest tyle gotowców.
Ja moje zamroziłam, ale próżny trud - po powrocie z wakacji zastaliśmy odmrożoną lodówkę i wszystko (w tym kokos) się zmarnowało...
W smaku jest... chyba mniej intensywny niż wiórki kupne. Przynajmniej odniosłam takie wrażenie, bo część zdążyłam zużyć do kruszonki i niewiele było czuć.
Dobry do pochrupania na surowo, ale to dla prawdziwych amatorów. Tomkowi smakowało, bo on kokosy uwielbia, ale ja za kokosem na surowo kalesonów nie zgubię...
Znacie? Lubicie?
Wykorzystujecie w formie "świeżej"?